Mój przyjaciel Kajecik

Gdy z moich ust płynie dobra mowa, w ogrodzie mojego serca zakwita kwiat.

Jasminowo

Dwudziesty pierwszy dzien marca – pierwszy dzien Wiosny :) 

Najwyrazniej tegoroczna Wiosna wyczula moje zamilowanie do cieplej, deszczowej aury. Jasminy skapane w kropelkach wiosennego deszczu roztaczaja swoj piekny zapach z podwojna sila. Nawet moj piesek, Dino zatrzymal sie przy krzewach jasminu, by podniesionym ciekawskim noskiem wczuwac sie w nowy w tym roku zapach Wiosny.

A wiosna przyszla pieszo,

Juz kwiatki za nia spiesza,

Juz trawy przed nia rosna

I szumia – Witaj Wiosno.

/Jan Brzechwa/

wiosna3

Umarl król, niech zyje królowa!

Zyl dlugo, bo ponad dwadziescia lat. Jak na laptopa, to bardzo dlugo. Widac mialam szczescie do dobrego egzemplarza. A moze po prostu ACER jest naprawde dobrym komputerem? Biorac te mozliwosc pod uwage, dwa dni temu kupilam rowniez ACER-a.

Nazwano go ASPIRE, jest wiekszy od swojego poprzednika. Cieszy oko swoja zgrabna sylwetka. Ladna bestia :) Mialam sporo pracy, aby przygotowac go do uzytkowania, ale poradzilam sobie ze wszystkim bez pomocy innych. Zarwalam kawalek nocy, choc wiem, ze moi wnukowie poradziliby sobie z tym w ciagu godziny. No coz, i tak jestem dumna ze swoich „babcinych” umiejetnosci. Starszy komputer nazywal sie „Lajkonik”, nowy to kobieta – „Rodinia”.  Ciesze sie z tego zakupu, cieszy mnie przede wszystkim jego szybkosc. Bede teraz ostrozniejsza, nie bede kolekcjonowala zbednych plikow. Kobieta jest przeciez slabsza od mezczyzny i nie zdola na swoich barkach udzwignac tak duzego balastu. Nie boj sie Rodinio, na pewno bede o ciebie dbala :)

Slonko w filizance

Jak bumerang powracam do tematu, ktory sam codziennie sie przypomina. Bo bajkowa, aromatyczna, bo pyszna, bo zdrowa i zastepuje mi codzienna kawe, ktora nie zawsze mi sluzy.

Zielona herbatka,

czyli slonko w filizance, ktorym ciesze sie o kazdej porze dnia. W nocy tez ja pije, gdy wstaje do toalety. To slonko swieci mi nie tylko latem, lecz caly rok nie zdola go przeslonic zadna chmura. Slowa te pisze przy filizance zielonej herbatki z miodem.

Zapraszam serdecznie
do mojego stoliczka :)

Usmiechnij sie :)

Sen mara …

sen

Aniolek Dobrego Snu

Piekny, przy wstajacym slonku, spacer z pieskiem poprawil paskudny nastroj, ktory przyniosla mi noc. Mialam zle sny i przezylam cos, czego nie potrafie wytlumaczyc. Nie boje sie tego obrazu, lecz bylo to bardzo przykre uczucie i przykre odczuwanie. Nie bede sie nad tym rozwodzic, bo wole rozwiac ten sen na jawie, wiec zakoncze to mysla, ze poranek pieknie sie zaczal i wierze, iz caly dzien przyniesie mi piekne chwile.

Azyl

azyl

To były najtrudniejsze lata mojego życia. Nie byłam przygotowana do zmian, jakie zaszły w tym czasie w sferze politycznej i społecznej. Jak gimnazjalistka wchodziłam w nowy ten świat; jeszcze niepewna, pełna zwątpień, lecz i pełna marzeń z dziewczęcych lat. Pochłonięta tymi marzeniami i wiarą w ich spełnienie w nowym, dobrze zapowiadającym się świecie przystąpiłam do działania. Moja maleńka restauracyjka miała wielkie wzięcie. W tym czasie zapomniałam o sobie, o swoich potrzebach, myślałam jedynie o moich gościach, których rozpieszczałam coraz dłuższymi wieczorami, pełnymi wyciszonej muzyki, pełnymi poezji, spotkań z ludźmi kultury i nauki. Maleńki ten lokal stał się niejako azylem dla tych, których współczesny świat, jego agresywne oblicze bardzo w sercu uwierał. Zachłysnęłam się tym Nowym i w nim zatraciłam. Popularności i wyjątkowości stylu prowadzenia tego lokalu pozazdrościli mi inni restauratorzy; ci, którzy działali na granicy prawa i bezprawia. Byłam zbyt słaba, nie zdołałam im się przeciwstawić. Działałam sercem i całą duszą, którą wniosłam do swojej pracy. Oni byli silniejsi o spryt i powiązania z bandami i mafiami. Utraciłam wszystko, co miałam. Znalazłam się na ulicy. Widziałam przed sobą tylko jedną drogę; tę prowadzącą do niebytu. Nie skarżyłam się nikomu, nikogo nie prosiłam o pomoc. Każdy przecież miał swoje życie, niemal każdy w tym czasie borykał się z tym, co przyniosły niefortunne dla słabszych polityczno-społeczne zmiany. Połowa fiolki wystarczyła, aby zakończyć moje nie-istnienie.
Z letargu wybudziło mnie niespodziewane spotkanie z moją siostrą, która zapytała, co u mnie. Nie chciałam się żalić, lecz łzy same potoczyły się po policzkach. Nie pytała wiele, wstąpiłyśmy do księgarni, kupiła mi dwie ksiażki Louise L.Hay. Przenocowała mnie, a ja tę noc poświęciłam lekturze Louise. To był prawdziwy wstrząs. Trudno uwierzyć, z jakich życiowych opresji wyszła, wyprostowała kark i dzisiaj pomaga innym w znalezieniu dróg do Dobrego Życia. Poszłam tą droga i wciąż nią idę. Od tamtej pory minęło ćwierć wieku, a ja wciąż uczę się żyć; z lekturą Louise L.Hay, Ewy Foley i innych autorów książek pozytywnego myślenia. Znalazłam pracę, znalazłam dom, odnalazłam swoją szczęśliwą ścieżkę. Na nowo pokochałam świat i ludzi. Pewnie, lecz delikatnie, ostrożnie stąpam po tym świecie, aby go nie uszkodzić, aby nikt nie zapłakał, nie czuł się odrzucony, aby nikt nie doznał cierpienia, jakiego ja kiedyś doznałam.

Moje dawne Radio

Bo zawsze mozna sie pomylic

deszcz1

Kocham deszcz, czasem potrzebny mi on jak tlen do oddychania :)

Magdalena Waniewska-Bobin w swoim felietonie na lamach portalu  Zmiany w Zyciu  wskazala na mozliwosci dokonania takich zmian, aby mozna bylo radosniej, szczesliwiej  czerpac z zycia to wszystko, co nam bylo przez Stworce podarowane. Wydawaloby sie, ze to nie jest proste, ze nielatwo dokonac zmian na lepsze w czasie dla nas trudnym do zniesienia. A jednak … jak twierdzi Magdalena, wystarczy zrobic tylko trzy kroki, aby stalo sie to realnym. Zanim uczynimy ten pierwszy krok, nalezy zadac sobie pare pytan i rzetelnie, nie oklamujac siebie, na te pytania odpowiedziec.  Tylko trzy kroki  i zycie moze stac sie latwiejsze, prostsze, szczesliwsze. Ja zadalam sobie jeszcze jedno pytanie: czy warto cokolwiek w swoim zyciu zmieniac. Otoz  ZAWSZE  warto to czynic. Warto kierowac sie priorytetami, jakie nam w zyciu przyswiecaja. Sama przeciez wiem, ze zawsze jest cos do zmiany; jesli nie w zbyt przeciazonej ciuszkami szafie, to na pewno w zbyt przeciazonym problemami umysle. Zmiany moga dotyczyc nie tylko uporzadkowaniu w szufladach naszego biurka, lecz rowniez w szufladkach naszego umyslu. To bardzo wazne, aby pozbyc sie smieci, jakie staja sie dla nas bardzo czesto balastem nie do udzwigniecia. Miejsce tych smieci powinny zajac rzeczy i mysli piekne, satysfakcjonujace, dajace nam powod do usmiechu i radosci. Mysle, ze to porzadkowanie to nasz zyciowy cykl, nieustajace dzialanie na rzecz Dobrego. Przeciez zawsze mozna sie pomylic, mozna przytaszczyc do domu czy tez umyslu rzecz niepotrzebna i zawsze mozna ten smiec wyrzucic.

Miedzy cieniem i marzeniem

Czego moze oczekiwac od zycia kobieta w moim wieku? Powiem …  

Wewnetrzne, duchowe i to literalne bezpieczenstwo jest jej priorytetem. Pragne nie martwic sie o moj psychiczny spokoj. Pragne byc spokojna, wyciszona, pragne wstawac rankiem z usmiechem i pewnoscia, ze bedzie to piekny dzien, chocby za oknem deszcz i wiatr. Pragne ten  usmiech przeniesc na caly dzien i z usmiechem wieczorem polozyc sie do lozka. Pragne nie martwic sie o nic, bo w moich poczynaniach wspiera mnie moj mezczyzna. Pragne z nim rozmawiac. O naszym zyciu, o codziennosci, o naszych smuteczkach i radosciach. Pragne spotykac go w naszym wspolnym domu i na wspolnych spacerach. Pragne tego, bo mijamy sie bez slowa. On zapatrzony w telewizor lub w talerz. Ja gdzies obok. Pragne, abysmy siebie zauwazali nawzajem, abysmy sie rozumieli, aby widzial we mnie swoja kobietke. Pragne byc kobietka; nie dzwigac na swoich barkach wszystkich spraw, jakie niesie codziennosc. Mysle o wszystkim, musze sama dbac o wszystko, o kazda rzecz, kazda sprawe, ktore dotycza naszego zycia. Moj mezczyzna dba tylko o siebie. Wymaga ode mnie, abym i ja o nim myslala, zapominajac o sobie. Pragne, abym byla w jego zyciu kobieta, o ktora moj mezczyzna sie troszczy, o ktorej potrzebach mysli, o ktorej nie zapomina w ferworze mysli o sobie. Smutnym jest widok swojego mezczyzny, ktory mysli tylko o jedzeniu i wypoczynku. Moj mezczyzna jest egoista, narcyzem zapatrzonym w siebie i swoje potrzeby. A potrzeby ma niewielkie; najesc sie i wypoczywac, korzystac z faktu, ze nie upominam sie o swoje kobiece prawa. A jesli sie upominam, on i tak pyta, o co mi chodzi. Brak kindersztuby? Brak taktu i zrozumienia? Brak klasy? Mysle, ze to brak wszystkich tych czynnikow. Nic smutniejszego od mezczyzny bez klasy.

Zyje miedzy cieniem i marzeniem. Cieniem jest on, mezczyzna, na ktorego kiedys tak bardzo liczylam. Teraz pozostalo mi tylko marzyc … czy za wiele pragne?

Aniola serce

aniolek-krystynki

Dziekuje Krystynko

serce2

Post Navigation