Mój przyjaciel Kajecik

Gdy z moich ust płynie dobra mowa, w ogrodzie mojego serca zakwita kwiat.

Demiurg

demiurg1

Chinski kalendarz wskazuje na to, ze urodzilam sie pod znakiem Psa. Od lat wczesnej mlodosci moje zycie podporzadkowane bylo sile i wytrwalosci tego niezwyklego zwierzecia.

Prawda jest, iz zawsze odczuwalam silna wiez z psami, rozumialam je i kochalam. Tak jest do dzisiaj. I cieszy mnie fakt, iz utozsamiam sie z istota tak pokorna i szczera, dociekliwa i wierna. Pies kocha przyjaciol, zle znosi samotnosc. Jest zawsze skory do pomocy i nie liczy na wdziecznosc; nie obraza sie na tych, ktorzy o nim zapomnieli. Teskni za nimi.

Cien Psa, ktory chodzi za mna cale zycie nazwalam  Demiurgiem. Jest on bowiem sila sprawcza wszystkiego, co pomaga mi walczyc z przeciwnosciami losu. Z niejednej opresji mnie wybronil. Nauczyl mnie walki, wysnuwania trafnych wnioskow z bledow, jakie popelnialam, zdecydowania, poczucia wlasnej wartosci, szacunku dla siebie i innych, radosci z kazdego dnia i kazdej, najmniejszej nawet rzeczy. Nauczyl mnie magii Przyjazni, tworzenia wokol siebie i bliskich bezpiecznej rzeczywistosci.

愛 麗 絲 – tak Chinczycy pisza moje imie.  Dowiedzialam sie o tym przed wielu laty od pewnego starszego pana rodem z Chin, ktory, w dlugiej rozmowie, przedstawil mi los i charakter urodzonych pod znakiem Psa. Zrobil mi tez piekna kamienna pieczec z wizerunkiem psa i moim imieniem w jezyku chinskim. Powiedzial mi wtedy, ze dla mnie kazdy dzien bedzie olsnieniem i bedzie to trwalo do konca mych dni. Od tego czasu minelo wiele lat, a ja wciaz, po pokonaniu wielu niebezpiecznych zyciowych wirazy, stabilnie stoje na swojej sciezce, jaka wybralam juz jako osoba dorosla i dojrzala.

Slowa te pisze poznym wieczorem.
Na stoliku filizanka zielonej herbaty,
a obok niego lezy wierny, ukochany
Pies Dino.

Przeciez to moje zycie

pamietnik1Jestem szczesciara, moj wybor miejsca na ziemi byl trafiony w dziesiatke.  Otaczaja mnie lasy, pola, plantacje winorosli i bezgraniczna zielen. Mieszkam na wsi, moge ten piekny swiat podziwiac realnie po nim dreptajac, moge tez napawac sie jego uroda ogladajac go zza firanki; jest to czas, kiedy biore do reki pioro i Kajecik.

Inspiracja do kolejnego wpisu jest artykul z zaprzyjaznionego magazynu literackiego „Zapisz”. Po przeczytaniu tego artykulu zrozumialam, ze moj Kajecik nie powinien miec miejsca na Ksiege Gosci. „Nie oczekuje dzis nikogo” – chcialoby sie przytoczyc slowa, znanej swego czasu, piosenki.

Pragne zacytowac tu rowniez wlasne slowa, jakie zamiescilam na blogu „Od wschodu do zachodu słońca dzień”  –  „Kazde wyszeptane tutaj slowo pozostanie w tym saloniku nasza wspolna tajemnica. Mozesz liczyc na moja dyskrecje. Ja tez mam do Ciebie pelne zaufanie.”

pamietnikKajecik jest moim pamietnikiem, forma relacji pewnych wydarzen mojego zycia z dystansu czasu. Jest niejako dokumentem, do ktorego tresci, z roznych powodow, powracam. Tylko jedna osobe zawiadomilam o jego istnieniu. Nie ukrywam jednak go przed swiatem, kazdy moze zapoznac sie z jego trescia. Jest to jakoby wyznanie przed nieznajomym, pasazerem pociagu, ktorym jade wraz z nim i ktory to nieznajomy niebawem wysiada na innej, odleglej stacji; nigdy sie juz nie spotkamy. Metoda ta jest uzasadniona i polecana nawet przez profesjonalnych psychologow. Czy to wystarczajace usprawiedliwienie, ze tylko ja sama jestem bohaterka wszystkich wpisow?  Chyba jednak tak; nie pisze  wszak powiesci, lecz moje zycie.

Czuje sie wyrozniona; moj Kajecik ma trzech obserwatorow, m.in. Magazyn Literacko-Spoleczny „Zapisz”. To wyroznienie niezwykle. Byc moze jest ono lekiem na samotnosc, ktora w tlumie jest do zniesienia.

Drzwi

Bylo mi bardzo ciezko. Krucha psyche nie wytrzymala tego ciezaru. Gdybym
wtedy poprosila kogos o pomoc. Nie poprosilam. Obudzilam sie nie u siebie.

mojefotki12

Pan doktor May-Majewski zaproponowal mi odpoczynek w swoim malenkim osrodku, gdzie mialam sie wyciszyc i, jak to okreslil, naladowac akumulatory, zregenerowac sily.  Piekne otoczenie posrod drzew i zieleni – to bylo wlasnie to, czego wtedy potrzebowalam. Przede wszystkim oderwania sie od codziennosci, jaka byla wtedy moja zmora. Spotkalam tam osoby podobnie jak ja kruche i nieprzystosowane do nowych realiow, do nowej mentalnosci, jaka narodzila sie w pewnych kregach Polakow. Byl to czas przemian polityczno-spolecznych; dla mnie – poczatek najgorszego.  Chcialam uciec, lecz … dokad?

Mijaly lata kompletnych zmian w moim zyciu. Wiele sie w tym czasie zdarzylo. Nie potrafilam sie pogodzic z nowym porzadkiem w kraju mojego urodzenia, gdzie przezylam piekne, bezpieczne dziecinstwo, mlodosc, gdzie dojrzewalam, kochalam, pracowalam, gdzie zalozylam rodzine, urodzilam i wychowalam coreczke. Bylam wtedy szczesliwa.

Nowy system zastal mnie juz w wieku dojrzalym. Nie godzilam sie z nim, buntowalam sie. Chcialam uciec przed nim do krainy mlodzienczych marzen o cichej, klimatycznej kawiarence, w ktorej stworzyc chcialam azyl dla uciekinierow przed nowym, nieprzyjaznym, agresywnym swiatem. Udalo mi sie, lecz bylam za slaba, aby pokonac bandytow, bezkarnie niszczacych innych, m.in. i mnie. Zapomnialam wtedy o balsamujacym dzialaniu drzew pieknego parku, gdzie „ladowalam akumulatory”.

Dojrzale lata nie sprzyjaja wielkim zyciowym rewolucjom. Bylam jednak silna, dalam sobie sama rade z nowym otoczeniem, nowa praca, nowym jezykiem i nowymi ludzmi. Jednak musialo to zawazyc na moim psychicznym zdrowiu. Ciagla niepewnosc swojej przyszlosci nie sprzyjala wyciszeniu serca.  Jak to sie stalo, ze moje serce do dzisiaj pozostalo w znakomitej fizycznej kondycji? Po tylu zlych doswiadczeniach?

A jednak …

Dwadziescia lat u boku czlowieka, ktory nie potrafil powsciagnac nienawisci swojej corki do mnie uczynilo w mojej psychice wielkie spustoszenie.  Co sie stalo, ze wtedy chcialam odejsc? Ze chcialam zakonczyc swoje porypane zycie? Obok mnie stala wtedy tylko moja samotnosc.

Sun shining through half open classic white door.

Widzialam drzwi, ktore dawaly mi nadzieje.
Postanowilam je otworzyc.
Trzymalam w dloni do nich klucz.

Syrena karetki pogotowia, biale osoby krecace sie tuz obok i dlugie godziny wyczekiwania na odpowiedz, co sie stalo.  Kolejna karetka zawiozla mnie do miejsca pelnego drzew i zieleni. Teraz wiedzialam na pewno, gdzie jestem. Nawet kraty w oknach mialy przyjazny zielony kolor. Dlaczego jednak kraty? Dokad mialabym stad uciec? I dlaczego mialabym to zrobic? Lekarze, z ktorymi bardzo dlugo rozmawialam odpowiedzieli mi na to pytanie przeniesieniem mnie na inny oddzial.

Bad Dürkheim – przesliczny kurort, ktory zawsze dzialal na mnie balsamujaco, miejscowosc bardzo przypominajaca Ciechocinek. Lasy, parki, zielen, teznie solankowe. W pewnym sensie zalowalam, ze lekarze, po wielu rozmowach ze mna uznali, iz moge opuscic klinike po dwu dobach.  Jeden z nich zapewnil mnie, ze jesli nie zechce powrocic po dwu dniach do domu, zatrzyma mnie, jak dlugo zechce. Wiedzial bowiem, ze to moi najblizsi stali sie przyczyna tak wielkiego psychicznego zalamania. Poprosilam o jedna tylko dobe, gdyz w tym czasie Jasiu nie mial opieki, oprocz jednej wizyty pielegniarek dla zmiany opatrunku na chorej nodze.

Byla to nieprzespana noc. Krzyk Kerstin, mlodej dziewczyny, ktora prosila o choc lyczek wodki, nie pozwalal spac. Te noc spedzilysmy razem na korytarzu. Przytulona do mnie krzyczala i plakala na przemian. Co stalo sie takiego w zyciu tej mlodziutkiej dziewczyny, co doprowadzilo ja do tak straszliwej depresji? Odchodzilam z zalem.

Dla Kerstin

nie krzycz kochana
to tylko rana
zadana przez zycie

spojrz tam w blekicie
gdzie krzyk swoj
kierujesz w udrece

aniol wyciaga
do ciebie rece
by pomoc wyrwac
cie z czelusci piekla

jakze urzekla mnie
twoja milosc do niego
i wiara ze rana twa
zablizni sie wkrotce

a teraz zanurzasz
swe mysli w wodce
by choc na chwile
zapomniec o krzyku

klucz

Ziarnko madrosci

„Życie mam tylko jedno i nie wiem ile jeszcze lat jest mi darowane,
a te, które pozostały nie chcę marnować na walkę z wiatrakami
i jałowe dyskusje. A więc róbmy swoje i cieszmy się latami,
które nam pozostały, przyjmując pogodnie to, co lata niosą.
I obyśmy zdrowi byli.”

Warto przypomniec i zapamietac te slowa. Wypowiedzial je Wedrowiec Bieszczadzki, moj serdeczny Przyjaciel, Michal. Znamy sie od lat, przegadalismy wiele nocy, kiedy zmeczone wedrowaniem po Bieszczadach towarzystwo spalo, a my, na ganeczku Bukowego Domu, rozmawialismy bez konca. O zyciu, o naszych rodzinach, naszych przezyciach; tych radosnych i smutnych. Czasem, pod wplywem wspomnien potoczyla sie lza, lecz czesciej slychac bylo smiech. Jestesmy rownolatkami, ludzmi dojrzalymi wiekiem i doswiadczonymi zyciowo. Czesto wspominamy ten bieszczadzki czas i smiejemy sie z tego, co wspolnie z rodzinami i przyjaciolmi wtedy przezylismy. „Bo smiech, to nie grzech”, jak mawiala moja Mateczka.

usmiech-001Usmiech i smiech rozgrzewa serca, usmierza bol. Smiech masuje cialo i zapewnia rownowage wewnetrzna. Smutne jest, ze wiek dojrzaly nosi etykietke: „Zycie jest powazne”. A przeciez czasem wracamy do czasu dziecinstwa i mlodosci, smiejemy sie z tego, co wtedy przezywalismy, a w towarzystwie dzieci, wnukow czujemy sie radosni i mlodsi.  A przeciez wlasnie o to chodzi, aby smiech potraktowac powazniej :)

Niedostateczny z matmy

Ufff … co za ulga! Przez swoja pomylke w najprostszym obliczeniu dopadla mnie, tak powiedzialby moj wnuk, mala zalamka. Martwilam sie, ze po tygodniu stosowania nowego stylu odzywiania zrzucilam zaledwie 2% z tego, co zamierzam stracic. Martwil mnie ten wynik. Pomyslalam, ze fakt, iz czuje sie lzejsza, to efekt sugestii, a nowy sposob odzywiania niewiele mi pomogl.  Dzisiaj, przy kolacji poskarzylam sie Jedrusiowi. Ile stracilas? Ile chcesz stracic? – zapytal. Po mojej odpowiedzi zaczal sie smiac. No tak, latwo ci sie smiac, a co ze mna? Niedostateczny z matmy! – odpowiedzial.

ach-ta-waga-d

Okazalo sie, ze moje zdolnosci matematyczne sa pod wielkim znakiem zapytania. Nie 2% wagi stracilam, lecz 20%. W ciagu tygodnia udalo mi sie zrzucic 2 kilogramy. To duza motywacja do dalszego dzialania. A wiec dzialam dalej!

Przede mna jeszcze 8 kilogramow. A potem? … Potem spojrze w lustro. Musze uwazac; w wieku 71 lat nalezy obserwowac, jak przy zrzucaniu wagi zachowuje sie cialo. Nie chcialabym sobie zaszkodzic. Jesli nie bedzie przeciwskazan, utrzymam te diete, by w pewnym momencie ustalic, w jaki sposob ja kontynuowac, by utrzymac na stale te wage, ktora osiagnelam. Pomoze mi w tym dietetyczka Paulinka.

Ponad złem

aniolyKazdy z nas jest Aniolem, ktory ma tylko jedno skrzydlo. Jezeli chcemy wzbic sie ponad ziemie, musimy sie wziac w objecia.

Luciano de Crescenco
wloski poeta

Przyjazn jest zawsze miloscia; milosc nie zawsze jest przyjaznia. Milosc bez przyjazni szybko przemija. Okazuje sie bowiem, ze bylo to zauroczenie, zachwycenie, przemijajace zakochanie. Wystarczy nieporozumienie lub jakies zyciowe potkniecie i otwieraja sie oczy; nie, to nie on lub to nie ona. Trzeba szczegolnej dojrzalosci, aby zrozumiec, ze bywa i tak, ze nie trzeba unosic sie, ze trzeba porozmawiac, wspolnie przemyslec. Bez gniewu, bez zacietrzewienia, bez wzajemnego obarczania sie wina. Ze zrozumieniem, ze to juz bylo, ze dzis trzeba nam sie rozstac lub sytuacje naprawic. Aby to uczynic, nalezy poradzic sie serca, jak rowniez kogos, kto zyczy nam dobrze, kto patrzy na to z boku, ocenia nas i nasze postepowanie bez emocjonalnego zaangazowania. Serce podpowiedzialo mi spotkanie sie z psychologiem. Jednak w poblizu nie znalazlam psychologa polskojezycznego. To bardzo delikatny temat, delikatna materia, jest potrzeba doskonalego porozumienia sie, a zatem doskonalej znajomosci jezyka tak, aby zrozumiec wszystkie niuanse duchowej sfery zycia.

Adam i Agnieszka mieszkaja tuz obok. Poznalismy sie przypadkowo, przed paru miesiacami i polaczyla nas bardzo sympatyczna wiez. Sa mlodsi od nas, lecz doswiadczeni zyciowo, po tzw. przejsciach.  Rozmowa potoczyla sie na tematy interesujace nas wszystkich i dotyczace calej naszej czworki. Lacza nas zyciowe wzloty i upadki. Zrozumielismy sie.  Pomyslalam … jezeli nie psycholog, to moze oni? I tak uczynilam.  Czyzbym szukala pomocy w odnowieniu naszego zwiazku? Czyzbym chciala jeszcze znalezc szanse dla nas dwojga?

To byla bardzo dluga rozmowa czworga dojrzalych ludzi, ktorzy probuja zrozumiec, co sie stalo.  Bardzo rzeczowa i gleboko przemyslana. Byly rowniez mocne slowa. Mialam wrazenie, ze juz do konca wszystko zostalo wyjasnione i na zawsze zakonczone. Oboje z Jedrusiem szlismy do domu w milczeniu. Od domu Adama i Agnieszki dzieli nas sto metrow, lecz wydawala mi sie ta droga tysiackrotnie dluzsza.

Poranek powital nas wspolnym spacerem z Dinusiem. Byl to szczesliwy spacer. Szczesliwy okazal sie rowniez caly dzien. Nie wiem co sie ze mna stalo, lecz poczulam, ze jestem soba sprzed miesiecy; lagodna, rozumiejaca, tolerancyjna. Nie wiem, co sie stalo, lecz Jedrus odpowiedzial mi tym samym … bez slow. Po paru dniach powiedzial mi, ze czuje ulge. Na pytanie, z jakiego powodu, odpowiedzial: czuje, jakby z serca spadl glaz.

Od czasu rozmowy z Adasiem i Agnieszka nie rozmawialismy z Jedrusiem o naszej przyszlosci. Oboje czujemy sie dobrze ze soba, ani raz nie poczulam zlosci; nie mialam ku temu okazji. Nie wiem, jak to sie stalo, lecz poczulam, ze nasze skrzydla wznosza nas ponad nieporozumienia, nietolerancje i gniew. Mnie rowniez spadl glaz z serca.

Kubeczki i inne cacuszka

No i sprobowalam. Dzisiaj czwarty dzien od postanowienia o zmianie stylu odzywiania. Kazda niedziela bedzie dniem wazenia sie i wpisywania na suwaczek efektow tego postanowienia. Nie wazylam sie jeszcze, lecz czuje, ze to dziala. Czuje sie lzejsza, moje ruchy sa swobodniejsze, znikl balon, ktory dotychczas czulam w brzuchu. Jem bardzo niewiele, lecz nie odczuwam glodu. Gdy tylko zawiruje w zoladku, siadam przy stole i delektuje sie posilkiem. Wystarczy mi niewiele, jem pomalutku, malymi kesami, wiec samo jedzenie trwa dosc dlugo. I o to wlasnie chodzi. Nigdy nie potrzebowalam luksusowych posilkow. Potrzeba mi bylo jedynie samej czynnosci ich spozywania i relaksu, jaka mi ta czynnosc dawala. Do tego powinno to odbywac sie w ladnym otoczeniu i estetycznie wygladac na talerzu. Jedzenie zawsze sprawialo mi przyjemnosc; chyba tylko z uwagi na to ladne „opakowanie” i relaks. Sliczny kubek na kawe czy herbate – jestem kolekcjonerem pieknych kubkow. Zdarzalo sie, ze przeznaczylam duzo pieniedzy na taki wyjatkowy, robiony i malowany recznie przez prawdziwych artystow. Jeden z nich pozostawilam w Bukowym; kupilam go w saloniku artysty garncarza i malarza w Speyer. Kosztowal 65 EU.

dzbanuszekLubie otaczac sie pieknem. To jeden z elementow skladajacych sie na moje poczucie luksusu zycia. Lubie jesc w pieknym otoczeniu. Moze wlasnie dlatego zywieniowy dekalog Ewy wszedl do kanonu mego stylu zycia. Mowa w nim o delektowaniu sie smakiem i zapachem tego, co sie je. Ja dodam do tego jeszcze estetyke posilkow, ktore musza cieszyc kazdy z naszych zmyslow.  Powiedziano: „mozna jesc byle co, ale nie byle jak”.

Bo to jest mistrzostwo ciala

kobieta-grafika-kwiaty-1

Aleksander Lowen powiedzial:
„Organizm ludzki to nie tylko cialo, ale rowniez duch, a takze umysl.”

Postanowilam zrzucic dziesiec zbednych kilogramow. Wiem, ze gdy to zrobie, bede sie czula wysmienicie. Dotychczas podporzadkowywalam swoje cialo przeroznym dietom i odpowiedniemu ruchowi. W zasadzie wszelkie te moje poczynania konczyly sie porazka. Prawie u celu cialo moje ulegalo efektowi jo-jo. Z kazda porazka bylam przekonana, ze kazda kolejna proba skonczy sie rowniez niepowodzeniem. Siegnelam do mojej „zyciowej biblii”, czyli do lektury Ewy Foley. Ewa podpowiedziala mi, ze bez wysilku osiagne zdrowa, normalna dla mnie wage droga autohipnozy. Nie musze liczyc na swoja (bez)silna wole, na rozne diety i glodowki. Okazuje sie, ze nadwaga jest efektem nie tak nieprawidlowego sposobu odzywiania sie, co niewlasciwego myslenia i ulegania zlym emocjom. Teorii tej mowie TAK. Kiedy sie denerwuje, dla uspokojenia i wyciszenia sie otwieram lodowke.

Jednym slowem: moj umysl rzadzi moim cialem.

Chce wprowadzic do swojej podswiadomosci i Kajeciku pozytywne, relaksujace stwierdzenia, ktore uwolnia mnie od destrukcyjnych nawykow zywieniowych. Ten miniprogram nagram na MP-3, ktorej sluchac bede jak mantry. Rowniez wpisze do Kajeciku na stronie pt. „Autohipnoza”. Jest to dziesiec przykazan, ktore sluchajac i czytajac zmienia moj program w podswiadomosci i moje mysli, ktore dotychczas byly przyczyna mojej nadwagi.

Dziesiec przykazan i dziesiec kilogramow.

Ewa zapewnia, ze tylko w taki sposob osiagne zdrowa, normalna wage i utrzymam ja na stale. Ulegajac autohipnozie bede jadla tylko tyle, ile potrzebuje i tylko wtedy, gdy poczuje glod. 

MOJ ZYWIENIOWY DEKALOG.

  1. Jesz tylko wtedy, kiedy jestes glodna.
  2. Lakniesz tylko i wylacznie pokarmow, ktore sa dla ciebie odpowiednie.
  3. Jesz w nowy sposob: myslisz tylko o kesie, ktory jest w twoich ustach.
  4. Rozwijasz nowe poczucie smaku: myslisz tylko o pokarmie, ktory masz w ustach i rozkoszujesz sie jego smakiem.
  5. Twoje poczucie smaku staje sie coraz bardziej wyrafinowane i uzyskujesz coraz wieksza satysfakcje z tego, co jesz.
  6. Jesz coraz wolniej.
  7. Jesz mniej, lecz czerpiesz z tego wieksza przyjemnosc.
  8. Wygladasz wspaniale i czujesz sie swietnie, podobasz sie sobie.
  9. Twoja wewnetrzna madrosc prowadzi cie i oswietla twoja droge – a twoje cialo odzywia sie pokarmem ducha.
  10. Rezygnujesz ze wszystkiego, co nie przyczynia sie do twojego promiennego zdrowia i szczuplej figury.

Mimo tego, ze jest go deczko za duzo, kocham swoje cialo. Patrze na nie z czuloscia i wzruszeniem, poniewaz osiagnelam wiek, gdy zmienia sie ono i daje mi odczuc, ze potrzebuje szczegolnej pielegnacji i czulosci. Dlatego tez wiem, ze bedzie mi ono wdzieczne, ze podda sie moim troskliwym zabiegom i tej niezwyklej autohipnozie. Dlaczegoz by nie sprobowac?

Halo! Obudz sie Gabryniu!

W ksiazce, ktora uwielbiam /”Badz szczesliwy! Jak zyc z poczuciem bezpieczenstwa i wiara w siebie.”/ widnieje obrazek nagrobka z napisem: „Tu spoczywa ten, ktory zamierzal byc szczesliwy jutro”.  Nie, to nie moj model zycia. Od wielu lat walcze o to, by byc szczesliwa od zaraz i na zawsze. Dlaczego walcze, a nie staram sie? Poniewaz stare nawyki, przyzwyczajenia rowniez walcza – o swoje przetrwanie.

Teraz wszystkie swoje sily skupie na jednym;
MUSZE o siebie zadbac.

Myslalam o tym, na czym ma polegac ta zmiana we mnie, dla siebie. Wybralam zrzucenie 10 kg ciala i zakup paru nowych ciuszkow. To literalna zmiana. O te duchowa nie musze sie martwic, gdyz w tej sferze mam wieloletnie doswiadczenie i wiem, ze sobie z tym poradze; na pewno lepiej niz z odchudzaniem.

linia26

A zatem suwaczek wagi przesuwam na zero i rozpoczynam, nie od jutra, lecz od teraz, zmiane w swojej sylwetce. Gdy jej dokonam, wybiore sie na zakupy. Mam w planie zakup jednej sukienki, tuniki, bluzki koszulowej i bielizny. To niezbedne.  Juz dzisiaj ciesze sie na te zakupy. Mam wypatrzone te ciuszki w moim ulubionym sklepie. Czekaja na mnie w koszyku na pozniej.

Nie sa to zmiany rewolucyjne, gdyz od mlodych lat bylam wysportowana, lubilam ruch i prowadzilam aktywne pod tym wzgledem zycie. Dzisiaj Dinus jest moim najlepszym trenerem, a czeste, dlugie, dosc dynamiczne z nim spacery,  to prawdziwa dla mnie przyjemnosc.

Okolicznosci zmusily mnie do dokonania pewnych zmian w swoim zyciu. Stalo sie to na tzw. „stare lata”, lecz kto powiedzial, ze seniorzy musza siedziec w bezruchu czekajac bezczynnie na zakonczenie marszu po tym ziemskim padole?

Powrot do normalnosci

linia10Trudno pogodzic sie z mysla, ze moje wyobrazenie o spokojnym, radosnym zyciu po tylu latach ciezkiej pracy minelo sie z rzeczywistoscia. Gdy Jasiu zmarl, moje zycie sie zachwialo. Mimo wielu zlych dni, jakie z jego rodzina przezylam, przez dwadziescia lat byl moja stabilnoscia. Minal czas i utrzymalam rownowage. Dzisiaj stoje na pewnych nogach, majac wszystkie atuty w rekach. Minely cztery lata od smierci Jasia, a ja borykam sie jedynie z rozchwianym mezczyzna u mojego boku. To wlasnie ten wybrany przeze mnie czlowiek, ktoremu dalam wszystko, co dac potrafilam.

Nie potrafie pogodzic sie ze zlem. Przeroslo one moje wyobrazenie o normalnosci w moim zyciu. Zaczelam sie buntowac. Bunt ten zaowocowal wybuchami gniewu i zlosci. Nie potrafie tego buntu opanowac. Mialo byc przeciez inaczej.

Cale moje zycie to wzorowanie sie na moich rodzicach i spokojnym, bezpiecznym rodzinnym domu. Nielatwo mi bylo zdobyc dla siebie taki dom; ciezko na to pracowalam, aby dzisiaj moc cieszyc sie owocami tej pracy. Moge sie dzisiaj radowac z tych owocow, moge sie usmiechac do kazdego kolejnego dnia mojego pieknego zycia. Moge i bede. Postanowilam zadbac wreszcie o siebie, pozbyc sie wszelkiego balastu, jakie dzwigam na swoich barkach.

Bardzo mu w zyciu pomoglam. Beze mnie musialby mieszkac katem u obcych mu ludzi. Nie zaoszczedzilby tylu pieniedzy, jakie zaoszczedzil przy mnie. Niechaj te pieniadze beda dla niego ode mnie prezentem na pozegnanie. Przyjechal do mnie splukany, gdyz przez pazernosc utracil wszystkie pieniadze, jakie mial po sprzedazy mieszkania. Chcial szybko stac sie bogaczem … chytry traci wszystko. Ale mial przy sobie walizeczke z pizama i innymi ciuszkami. Pozostal, wyprostowal kark, do granic rozdmuchal swojego ego, stanal mocno na obu nogach.

linia27Nie ma na swiecie nikogo, kto bylby w stanie mu wtedy pomoc. Do dzis nie potrafi zrozumiec, ze sam jest winny tej sytuacji. Niejednokrotnie to ode mnie uslyszal. Z ukochana corka rozmawia sie sercem, a nie sadowymi pozwami. On tego przenigdy nie zrozumie. Jest pepkiem swiata, ktoremu wszystko sie nalezy. O mnie tez nigdy sie nie troszczyl. Dzisiaj nie potrafi sie pogodzic z faktem, ze sama postanowilam sie soba zaopiekowac. W Polsce mam dzieci, ktore na mnie czekaja, a tu, w Niemczech mam tylko Dinusia.

Po kazdej trudnej rozmowie chcialam dac szanse naszemu zwiazkowi. Jeszcze wtedy nie wiedzialam, ze on ma inne plany. Jeszcze do niedawna myslalam, ze zacznie myslec o tym, co rowniez i dla mnie jest w zyciu wazne. O tym, co powinno budowac nasze wspolne zycie rozmawialismy niejednokrotnie. Czy to byly rozmowy? Raczej moje monologi, ktore byly dla niego babskim belkotem. Belkotalam cos o trosce o mnie, o czulosci … jak mantre powtarzalam te slowa. Mialy one byc szansa na spelnienie marzenia o czulym, troskliwym, kochajacym mezczyznie, ktoremu swego czasu stworzylam i dedykowalam swoje wiersze.

Nie wywalczylam tych marzen, lecz nie ponioslam kleski.

Teraz musze sie nauczyc byc sama, lecz nie samotna. W Haßloch jest przeslicznie, w Bieszczadach tez. A zatem mam dla siebie dwie piekne krainy, ktore kocham, gdzie moge zyc szczesliwie. Teraz jak powietrza potrzeba mi Przyjazni.

linia9Przyjaciel to czlowiek, z ktorym wzajemnie sie rozumiemy. I wzajemnie tolerujemy swoje przywary, pomagamy sobie wzajemnie w ich lagodzeniu. Nie zmieniamy sie dla Przyjaciela tylko dlatego, ze on tak chce, lub ja tak chce, lecz dlatego, ze oboje tak chcemy. Dlatego, ze oboje rozumiemy, iz takie zmiany moga poprawic nasze wzajemne relacje.

Nie ma ludzi doskonalych, wiec wiemy, ze jestesmy dla siebie na dobre i na zle, bo zle przeciez to wynik naszej niedoskonalosci i pojawia sie w zyciu nawet najlepszych przyjaciol. A jednak dwaj Przyjaciele czuwaja nad tym, aby to zle eliminowac. Przyjazn to wzajemna opieka nad soba. Nie tylko ta literalna, jak wyrzucanie za niego smieci, czy robienie za niego zakupow. To przede wszystkim rozumienie duchowych potrzeb Przyjaciela i pomaganie mu, by nigdy mu w tej sferze niczego nie zabraklo.

Jestes Przyjacielem, albo nie. Nie ma innych mozliwosci. Gdy jednak decydujesz sie
na to, ze obok ciebie jest ktos, kogo masz za Przyjaciela, musisz byc jego Przyjacielem.

Post Navigation