Siała baba mak …

Mak to piekny, delikatny kwiat. Przeslicznie wyglada łaka pelna czerwieniacych sie makow; podziwiam ten niezwykly widok :)

kwiat119

Piekny krajobraz, prawda? :)

A jak sie Wam podoba ten oto? ;)

kawa66

No wlasnie!  To jest to, co podziwiam nie tylko z uwagi na piekno i estetyke, lecz przede wszystkim dlatego, ze niezwykly to aromat i niezwykly smak, jak rowniez niezwyczajne zestawienie kawki i tego ciasta. Zwyczajny makowiec z posypka. Najprostszy ze wszystkich makowcow swiata, a ciagnie jak magnes. Czasem mam wrazenie, ze przez to przepyszne ciasto uzaleznilam sie jak narkoman od opium :) To uzaleznienie nie jest tak niebezpieczne, jak fakt, ze to jednak tuczacy smakolyk. Jak juz wczesniej wspomnialam, w mojej kartotece lekarza domowego widnieje uwaga: „uzalezniona od slodyczy”.  Bede musiala sprawe bardzo wnikliwie przemyslec i zapytac sama siebie o wybor: czy to smaczne, aromatyczne „opium”, czy jednak ladna sylwetka i zdrowie …

I ta cisza wokół …

„Czlowiek mysli, Pan Bog krysli” – tak mowili nasi ojcowie i dziadkowie.

a2

No i mieli racje;  po co komu planowanie, jak zycie i tak pisze wlasne scenariusze. Jest rzecza oczywista, ze tylko my sami kierujemy tym zyciem, lecz czasem instynktownie poddajemy sie jego kierownictwu i czesto wychodzimy z tym na dobre.

Na przyklad zabawa z komputerem. Od kiedy w domu pojawil sie Dino, komputer stracil na znaczeniu. Uwielbiam swoj Kajecik, a jednak moje mysli kraza wokol tego cudownego psiaka, jego potrzeb, ktore pokrywaja sie niemal calkowicie z potrzebami jego panci :) Oboje kochamy wspolne zabawy, wspolne spacerowanie i wspolny relaks. Spedzamy ze soba cala dobe. Jest moim plasterkiem, nie odstepuje mnie na krok, a jak sie zdarzy, ze siedzi obok swojego pana, ja zaczynam go szukac. I tak na okraglo.

Nie oznacza to, ze zapomnialam o calym swiecie. Nadal jestem ta sama Gabrynia, nadal kocham swoj dom, uwielbiam go piescic i kocham swojego mezczyzne. Jedynie komputer i telewizor stracily na rzecz mojego czworonoznego przyjaciela. Ksiazka i krzyzowka nadal mnie fascynuja. Moim ostatnim zakupem jest tablet, dzieki ktoremu czytac moge e-ksiazki. Nie zaniedbuje tego, co od zawsze sprawialo mi ogromna przyjemnosc. Mam kontakt z dziecmi w Bieszczadach i wtedy komputer jest niezbedny. Koresponduje przez e-maile, to tez wymaga siedzenia przed komputerem, jak rowniez zagladanie do ulubionego Kajeciku. Stal sie on moim przystankiem, choc mniej uczeszczanym, niz przed pojawieniem sie Dino.

Pragne, abym przenigdy nie utracila tego, co w sobie cenie dosc wysoko; wyczucia estetyki, poczucia piekna wokol mnie i dlatego tak bardzo jestem szczesliwa z powrotu do tej miejscowosci, gdzie natura stworzyla czlowiekowi prawdziwy, przesliczny raj. Spaceruje z pieskiem, rozgladam sie wokol i mysle, jak pieknie jest tu zyc :) Mysle o tym, ze mam tu wszystko, aby byc zdrowa i szczesliwa.

006

Dino tez jest tutaj szczesliwym pieskiem :)

Priorytety – kocham to, co mnie otacza i robie to wszystko, co sprawia mi przyjemnosc i co moze uszczesliwic moich bliskich. Mysle, ze wszyscy na tym korzystamy. Przeciez wlasnie o to chodzi, na tym polega dobre zycie :))

Jak czarodziejską różdżką

autosugestia

I stalo sie to, co mialo sie stac; uwierzylam :)  Dzierże w swojej dloni rożdżke czarodziejska i czynie cuda :)) I nadalam jej imie: WIARA .  To nie byl jednorazowy prezent dla mnie od Dobrego Losu, ktory chcial, abym sie choc na chwilke usmiechnela. To trwa nadal i codziennie jest mi latwiej zyc :) Dzis juz bezgranicznie wierze w fakt, iz kazdy z nas potrafi czynic te „cuda” i kazdy z nas potrafi wykorzystac moc, jaka ma w sobie. Trzeba tylko sie o tym od kogos dowiedziec, trzeba sprobowac i trzeba uwierzyc.

WIEDZIEC, SPROBOWAC, UWIERZYC.

Kazdy z nas potrafi odczarowac swoje zycie i uzdrowic ducha i cialo. Wiem o tym, sprobowalam, uwierzylam – pozbylam sie grymasu bolu przy kazdym kroku.  Usmiecham sie i spiewam piosenke, ktora sobie ulozylam na swoj uzytek. A tytul jej brzmi: Moje imie Usmiechnieta. Stala sie ona moja najsympatyczniejsza afirmacja, ktora z najwieksza przyjemnoscia powtarzam na spacerach z pieskiem. Dino zadowolony, bo mu pancia spiewa, a pancia szczesliwa, bo biega wraz z nim, jak przystalo kazdej dobrej panci.

To nie bajka, to prawda i wiarygodne jest moje doswiadczenie z moca, jaka otrzymalam od Boga. I choc to nie bajka, wynika z tego doswiadczenia bajkowy wrecz moral: WIERZYSZ W SWOJA MOC, WIERZYSZ W TO, CO OTRZYMALES OD DOBREGO LOSU, WIERZYSZ W SWOJE UZDROWIENIE. Uwierz w fakt, ze rozdzka, ktora trzymasz w dloni nie zawiedzie Cie dopoty, dopoki w siebie wierzysz.

Prosta droga do Milosci

a64

Tak niewiele trzeba, aby byc szczesliwym.

Droga do Szczescia jest prosta i latwa …

Chcesz ja odnalezc? Ja tez kiedys chcialam :)

MILOSC – to jedyna droga, ktora odnalazlam.

Tak niewiele osob o tym wie. Ja sama przeciez, jeszcze tak niedawno, pozostawialam swoje zycie przypadkowi, jakby skladalo sie ono z elementow puzzli, ktore uklada mi los, nie ja. Malenki papierowy stateczek, puszczony na wielka, rozszalala wode. Dryfowal, tonal, umieral, lecz jednak pragnal zyc …

Zlapalam oddech w ostatnim momencie odchodzacego zycia. Ten jeden oddech wystarczyl, aby pozbierac resztki swoich pragnien, aby przypomniec sobie, ze przeciez kiedys tak mocno trzymalam sie swoich marzen. Nie przestalam marzyc nawet teraz, na granicy zycia i odchodzenia.

Moje marzenia pokonaly te burze, rozpoczelam wieloletnia walke o godne zycie. Nie bylo innej alternatywy; musialam te walke wygrac. Dzis, po wielu latach, tamte chwile sa tylko wspomnieniem okrytym mgielka zapomnienia. Po co wspominac? Chyba tylko dla tych, ktorzy pragna, jak ja wtedy pragnelam, zyc godnie do konca swych chwil. Tak bardzo sie wtedy balam, ze zostane bezdomna nedzarka.

Wyplynelam na brzeg, wygralam te walke, opanowalam sztorm …

Ksiazki pozytywnego myslenia, Louise L.Hay, Ewa Foley i inni autorzy tych wspanialych dzielek, wiara, ze Bog, moj najwiekszy Przyjaciel i Uzdrowiciel mnie wspomaga, ze nie zapomina o mnie, wiara w swoje niezwykle sily, w swoja moc – to wszystko pomoglo mi stanac na nogi. Dzisiaj wiem, ze odnajde wielu jeszcze ludzi, ktorych nie oszczedzil los i ktorzy, podobnie jak ja, szukaja pomocy w zrodlach, ktore odnalazlam.  MILOSC – do ludzi i do siebie; niewiarygodnie silne zrodelko Szczescia :) Codzienne medytacje nad tym, jak nie przestawac ani na chwilke kochac siebie i innych ludzi, jak byc wyrozumialym, tolerancyjnym, przyjaznym, empatycznym i pomocnym;  DLA SIEBIE I INNYCH :)

Wciaz pracuje nad soba, nad fizyczna i psychiczna strona swojego istnienia, nie chce o sobie zapomniec; jak wtedy. Aron jest jednym z tych motywatorow, ktorzy pomagaja innym zyc. Wysluchalam kilka jego wykladow na ten temat, a jeden z nich poruszal temat zdrowia i samouzdrowienia. Wczesniej slyszalam i czytalam, ze kazdy z nas ma moc uzdrawiania samego siebie, lecz dopiero pod wplywem Arona wykladu postanowilam sprobowac i przekonac sie, czy rzeczywiscie potrafimy pomoc sobie uzdrowic wlasne cialo. Od paru lat boli mnie staw biodrowy. Przed laty lekarz ortopeda, po badaniach, powiedzial mi, ze prawa moja noga jest dluzsza o 3 mm od lewej. To wlasnie poskutkowalo bolem po latach chodzenia po tym ziemskim padole. Biodra nie trzeba operowac, nie trzeba wymieniac jego stawu na endoproteze, bo sie do tego nie kwalifikuje. No i cudnie :) Kustykalam, bo wciaz bolalo. Posluchalam Arona; dlaczego by nie sprobowac, jesli to nic nie kosztuje? Na spacerach z Dinem po lesie, po polach i lakach nikt nie widzial, ze sama ze soba na glos rozmawiam i na glos prosze Boga o wsparcie :) Usmiecham sie i wyrazam radosc z tego, ze slysze takie motywujace slowa :) „Jestem zdrowa i bede zdrowa. Usmiech, spokoj, harmonia, slonko, ptaki, regeneracja”. Powtarzam te slowa bez trudu, bo sprawiaja mi przyjemnosc. „Mam tu wszystko, co potrzeba do zdrowego, godnego zycia”. Usmiecham sie, a Dino patrzy na mnie i widze jego radosne slepka :) Wierze w to, co mowie, bo przeciez nie brakuje mi niczego, aby byc szczesliwa; mieszkam tu, gdzie pragnelam, bo lasy, bo jezioro, bo gory, bo przepiekna przyroda, bo cieplutko i ludzie pozdrawiajacy sie, choc nieznajomi :) Pieniazkow mi wystarcza, choc krezusem nie jestem, mam fajny rower, samochodu nie potrzebuje, mam ladne, wygodne mieszkanko, kochanego mezczyzne i Dina :) W Polsce mieszkaja moje dzieci, ktore wzajemnie sie kochaja i ktorym moge troszeczke pomagac materialnie. Kocham je ze wzajemnoscia – czego mi wiecej potrzeba? :)

Kiedy o tym wszystkim mysle, prostuje plecy, krok sie wydluza i jest bardziej sprezysty, pewny i … bezbolesny :):) O kustykaniu nie ma mowy! :):) Spacery z Dinusiem sa coraz dluzsze i radosniejsze, bo … nie boli :):) W nocy tez nie boli. Jeszcze tylko czasami, gdy zle stane jakis grom przeplynie moja noge, lecz i to minie; goraco w to wierze. Jakie piekne jest zycie bez bolu! :):)

Bardzo wazna sprawa pozytywne przyjazne myslenie, pozytywne i przyjazne wewnetrzne dialogi – rzecz bezcenna! Nie wspominam niczego zlego, staram sie byc wciaz usmiechnieta i dzielic sie tym usmiechem z innymi, w lesie, na lace, na ulicy, wszedzie. To nic nie kosztuje, a jakie piekne efekty sie dzieki temu uzyskuje :) Ludzie odwzajemniaja usmiech, zawsze to robia. Sprobujcie, przekonacie sie, ze mowie prawde :) Gdy rozmawiam z innymi nie upieram sie, ze jestem najmadrzejsza, ze racja lezy po mojej stronie. Daje szanse innym, niech poczuja sie wspaniale w moim towarzystwie i niech szukaja go, bo wiedza, ze im sprzyjam, ze jestem im przyjazna, ze stoje po ich stronie. WARTO! :):)

Jestem zdrowa i bede zdrowa! Moje najblizsze srodowisko jest zdrowe, usmiechniete, szczesliwe. Moje swiaty pachna kwiatami, jasminami, rozbrzmiewaja spiewem ptakow. Ludzie sa sympatyczni, szukaja mnie, bo mnie lubia. Moj organizm to inteligentna bestia; wie, gdzie cos tam naprawic, cos zregenerowac. Nie musze mu podpowiadac, jedynie podpowiadam mu, ze wierze mu, ze mu ufam :)

Sprobujcie, naprawde WARTO :):)

Pozytywne Zdrowie – przeczytaj koniecznie :)

——————————————————————

Owocowy zawrot glowy

dieta131

Kocham owoce!  To wielka radosc dla mojej sylwetki i dla organizmu, ktory wciaz odczuwa zapotrzebowanie na witaminy i mineraly potrzebne do budowy nowych, zdrowych komorek. Owoce nam ich dostarczaja, sa najdoskonalszym ich zrodlem. Nie trzeba mnie do nich namawiac, a od dzisiaj funduje sobie owocowa trzydniowke. Mmmmm …… usmiech1

Wczorajszy dzien byl cudny; oceniam go na szostke :) Moje menu natomiast otrzymuje czworke, a to z tego powodu, ze do twarozku dosypalam cukru. Reszta byla bardzo cacy :)  A teraz … dochodzi godzina pierwsza w nocy, oczy sie same zamykaja.

pieski1    aaa … pieski dwa …

*D*O*B*R*A*N*O*C*

Slonko nie tylko na niebie

slonko

Dzisiaj od samego rana swieci slonko. Swiat sie smieje i chce sie zyc. Pragne zyc zdrowo i radosnie. Wczoraj wieczorem dlugo medytowalam nad moim zdrowkiem, powtarzalam te medytacje jak mantre. Ufam swojemu organizmowi, wiem przeciez, kto go stworzyl i wierze goraco, ze moje przejsciowe dolegliwosci zdrowotne znikna pod wplywem pozytywnych mysli i „rozkazow”, jakie wysylam do umyslu. On juz dobrze wie, co z takimi sygnalami czynic, abym czula sie znakomicie, abym byla zdrowa i zawsze usmiechnieta :)

Wczorajszy wieczor poswiecilam przemysleniom na ten temat. Pomogl mi w tym film Arona o samouleczeniu. Filmik ten odnalezc mozna pod adresem KLIK . Wyklad Arona jest fascynujacy. Odkrywa on w nim rzeczy tak proste, tak odkrywcze, ze wprost niewiarygodne. I taka jest prawda. Sens naszego zycia lezy wlasnie w jego prostocie. Zadne szkielko i oko, po prostu zrozumienie siebie, a poprzez to i innych ludzi, i caly swiat. Moje komentowanie tego filmiku jest tutaj niepotrzebne. Kazdy moze z niego wyniesc cos bardzo istotnego dla siebie. Kazdy z nas przeciez inaczej odbiera przekazy, jakie niesie nam zycie, a ja nie chcialabym narzucac nikomu swojego spojrzenia.

Moim zyciowym motto jest: „Wole byc szczesliwa, niz miec racje”. Wiele osob neguje sens tych slow; ja tego nie czynie, bo motto to przekazala mi w schedzie moja Mateczka. To byla kobietka, ktora kochal caly swiat. Nie miala wrogow, usmiechala sie do wszystkich. I chocby stanelo tu tysiace ludzi podpowiadajacych mi, ze trzeba na sile bronic swoich racji … zawsze poslucham mojej Rodzicielki :)

Siedze przy komputerze, a za oknem piekne slonko i jasne

obloki zwiastujace piekny dzien. A w moim sercu radosc :)

slonko

Radosne powroty

Gdyby nie te piekne, kasztanom podobne psie oczy blagajace o zainteresowanie i zabawe ze swoja pancia, na pewno czesciej bywalabym na swoim blogu. Po prostu nie moge sie oprzec temu spojrzeniu, dziala na mnie obezwladniajaco :)

002-002

Nie da sie tym oczkom odmowic :))

Mialam jednak deczko czasu na przejrzenie Kajeciku od poczatku mojego na nim blogowania. Zrobilo mi sie smetnie na duszy. Tak dlugo walczylam o Lepsze i zaniechalam tej walki. Bogu dziekowac, ze wiele czasu w ciagu dnia poswiecam na spacery z Dinem. Te spacerki to prawdziwa dla mnie radosc i przyjaciel mojej sylwetki, ktora znow deczko sie zaokraglila. Powracam wiec do Krolewskiej Diety, jaka stosowalam wczesniej i ktora przyniosla mi sukces, znakomite efekty. Dinusiu, wierze, ze zrozumiesz, ze nieco wiecej czasu poswiece sobie. Wiem, ze zrozumiesz :) A zatem powracam do szczesliwych chwil, jakie przezylam po 28 pazdziernika ubieglego roku. To radosny powrot, juz teraz usmiecham sie do tej mysli :) Wiem przeciez, ze do dwoch tygodni uporam sie z tym, co przykleilo mi sie do ciala w czasie, gdy myslalam tylko o swoim czworonoznym Przyjacielu. Bede teraz kontynuowac styl odzywiania, jaki sobie narzucilam jesienia ubieglego roku. Czulam sie wtedy cudownie i pragne te uczucia zachowac juz na zawsze. Aby to osiagnac, trzeba mi codziennie zagladac do Kajecika; tylko on tak skutecznie pomaga mi w tej walce z kaloriami.

some slices of pumpernickel bread on a white background

Pumpernikel? Zawsze, bo od zawsze go kocham :)

Dzisiaj jest juz zbyt pozno na zjedzenie czegokolwiek. Jutro kontynuuje diete, w ktorej liczy sie zegar mojego organizmu, podobnie jak to bylo wczesniej. Takie sa wlasnie uroki dazen ku Lepszemu. Zawsze znajdzie sie jakis czarcik, ktory podpowiada, ze jemu i tylko jemu warto zaufac. Warto? NIE WARTO!  A kysz!  

Braterstwo …

… tylko tym jednym slowem okreslic moge to, co ostatnio mi sie wydarza; spotykam na swojej zyciowej sciezce wspanialych ludzi, bratnie dusze, ktore nazwac moge Przyjaciolmi. Wiem, ze podobno trzeba zjesc worek soli z kims, kogo moge nazwac Przyjacielem, lecz idei tego przyslowia nie jestem pewna. Czasem wystarczy z kims wymienic kilka zdan, porozmawiac o swoim spojrzeniu na swiat, aby wyczuc, ze idziemy ta sama droga, choc jestesmy inni, niepowtarzalni, nie tacy sami przeciez. Bo nie musimy byc tacy sami, nie musimy mowic tym samym jezykiem, mieszkac w tym samym miejscu, spotykac sie na codzien w realu, aby miec ze soba przyjazny kontakt.

Zmienilam tytul swojego bloga. W zyciu wszystko ulega zmianom, rowniez nasze zyciowe priorytety  Kazdy detal naszego istnienia jest wazny, kazdy z nich sklada sie w mozaike i tworzy piekno zwane Zyciem.  W swoim Kajeciku okreslilam juz swoj styl odzywiania i utrzymuje ten stan z lepszym lub gorszym efektem, jak to ze wszystkim w zyciu bywa. Dzis zmienilam tytul bloga – po poznaniu Kill Bill’a i Iwonki oraz jej forumowych Przyjaciol. I o tym wlasnie pragne pisac, tymi tresciami zapelniac kartki swojego Kajecika. 

a16Niechaj te kartki zapelniaja sie woda zyciodajnego Zrodla Duchowosci, pozytywnego myslenia, medytacjami pomagajacymi zyc w swiecie nie zawsze dla nas przyjaznym i nie zawsze dla innych szczesliwym. Niech slowa i mysli w nich zawarte stana sie otucha dla mnie, dla moich Przyjaciol i Rodziny; dla wszystkich, ktorzy pragna byc szczesliwymi.

„Witaj Siostro, bratnia Duszo” to slowa rozpoczynajace list Iwonki, ktora poznalam na forum internetowym. Staly sie one niejako symbolem naszej wiezi i dlatego tytulem mojego bloga. Wyrazaja one wszystko, nieprawdaz? :)

Zmiana tytulu nie jest zmiana idei tego bloga. Zakladajac go myslalam o zmianach w swoim zyciu, jakich moge dokonac na swoja korzysc; aby zrozumiec lepiej to wszystko, co mnie otacza i aby lepiej sie poczuc w tym, nie zawsze przyjaznym, srodowisku. Wiem przeciez, i pisalam juz o tym, ze nie potrafie, nie chce zmieniac swiata, lecz pragne zmienic swoje na niego spojrzenie. Pragne byc jeszcze bardziej tolerancyjna, pragne odnalezc w tym zagubionym swiecie ludzi, z ktorymi moglabym wymienic poglady, od ktorych moglabym sie nauczyc zyc, a czasem i im pomoc. Na tym przeciez polega zycie posrod innych, tak wlasnie pojmuje wiez, jaka sobie bardzo, bardzo cenie. Kocham ludzi i pragne byc posrod nich. Jest rzecza oczywista, ze wszedzie ich znajduje, wszedzie widze ich usmiech i stroskane twarze. Mieszkam daleko od Polski, lecz tu, gdzie zyje od wielu lat, dzieki znajomosci jezyka kraju, w ktorym zyje, porozumiewam sie z jego mieszkancami i nie mam z tym zadnych problemow. Wystarczy mowic sercem – tak okreslila te zaleznosc starsza pani, mieszkajaca w Wiesbaden, ktora przed laty sie opiekowalam. Wtedy jeszcze nie znalam jezyka niemieckiego, uczylam sie, a moja podopieczna zadbala o to, abym nauczyla sie literackiej niemczyzny.  A jednak to Serce … :)

Na zielono napisane

Blog Kill Bill’a jest wyjatkowym posrod wszystkich, jakie dotychczas poznalam. 

GWIEZDNA GWARDIA

ADMIRAŁA KILL BILL’A!

/kliknij w tytul/

Zyjemy dzis w dobie wielkich zmian, nie zawsze na lepsze. Nie, nie jest moim zadaniem narzekac tu na czasy zle, nieprzyjazne. Kazdy okres dziejow ludzkosci mial dobre i zle chwile i zawsze ludzie musieli zmagac sie ze zlem, jakie fundowali im inni. Tak wlasnie posrod ludzi bywa. Pisze te slowa, bo calym sercem pragne, aby ludzie nauczyli sie byc w swiecie, w ktorym zyc im przyszlo, aby nauczyli sie akceptacji wszystkiego, co ich spotyka, by potrafili powiedziec zyciu TAK. Bunt przeciw temu, co zycie przynosi, a co nam sie nie podoba jest bezsensowny; pogarsza jedynie nasze samopoczucie, nie pozwala na uczucie najwazniejsze – bycia bezpiecznym na tej Ziemi, we wlasnym kraju, we wlasnym domu.

O blogu Billa pisalam juz wczesniej, jednak okolicznosci codziennego zycia sprzyjaja czestym przemysleniom na temat najwazniejszy, wiodacy jego bloga; jak zyc, aby byc szczesliwym, zdrowym.

Switalo, gdy obudzil mnie lekki bol glowy.  Czasem tak bywa i nie mam wtedy zadnych watpliwosci, jaka jest przyczyna tej porannej niedogodnosci; cisnienie krwi podskoczylo, wiec zazylam tabletke na jego obnizenie. Polozylam sie z powrotem do lozka, spokoj i cisza pozwolily na przemyslenia … … jestem pania w wieku, kiedy czesto mysli sie o przemijaniu. Nie o przygotowaniach do odejscia, na to jeszcze jest czas, lecz o tym np. ze taki skok cisnienia moze narobic wiele klopotow i moze wystapic wtedy, gdy nie jestem na te klopoty przygotowana. Usmiechnelam sie sama do siebie i do promyczka slonka, ktory zaczal sie pojawiac na suficie sypialni; i do Dina, ktory wyczul, ze trzeba mi dac sygnal, iz jest tuz obok mnie i moge na niego liczyc :) Bol ustapil, czas wiec na pieskowy spacerek; i na pochylenie sie nad slowami Waltera Issacsona, ktore Bill zacytowal na swoim blogu, uzywajac zielonej czcionki …

fant12

Za tych, co szaleni. Za odmieńców. Buntowników. Awanturników. Niedopasowanych. Za tych, co patrzą na świat inaczej. Oni nie lubią zasad. Nie szanują status quo. Można ich cytować, można się z nimi nie zgadzać; można ich wysławiać, można ich zniesławiać. Ale jednego nie można zrobić – nie można ich ignorować. Bo to oni zmieniają świat. Popychają ludzkość do przodu. I choć niektórzy mogą widzieć w nich szaleńców, my dostrzegamy w nich geniusz. Ponieważ to ludzie wystarczająco szaleni, by sądzić, że mogą zmienić świat… są tymi, którzy go zmieniają.

Raz, dwa, trzy, cztery …

Disobedient dog running and dragging a man by the leash

Jeden dwa, jeden dwa,
Pewna pani miała psa,
Trzy i cztery, trzy i cztery,
Pies ten dziwne miał maniery.
Pić i sześć, pięć i sześć,
Nie chciał wcale ciastek jeść.
Siedem, osiem, siedem, osiem,
Wciąż o kości tylko prosił.
Dziewięć, dziesięć, dziewięć, dziesięć,
Kto z nas kości mu przyniesie?
Może ja, może ty,
Licz od nowa: raz, dwa, trzy.

Otoz ten piesek tak swojej panci przeslonil swiat, ze oprocz niego pancia nie widzi nikogo i nic. Nie zapomniala o pisaniu w tym Kaciku, lecz nie miala na to czasu. A nawet jesli znalazla chwileczke, to przeznaczyla ja na myslenie o swoim piesku :) Jednym slowem trzeba mi od dzisiaj powrocic do codziennych zapiskow i codziennego uzupelniania kartek mojego Kajeciku.

Siedze sobie przy komputerze ze szklaneczka rozcienczonego z woda octu jablkowego. Oboje z Dinem juz zaliczylismy dzisiaj godzinny spacer. Ech, gdyby nie te spacerki … :) W ciagu dnia wychodzimy trzykrotnie, wieczorem raz jeden i przed sama noca tylko przed dom na pieskowe siusianie. W sumie spacery zajmuja nam ponad 4 godziny. Przebywamy dziennie mniej wiecej 15 km – piechota, w tempie dosc dynamicznego marszu. Kazdy nasz dzien to radosc, lekkie, bardzo przyjemne zmeczenie i przede wszystkim ZDROWIE. Chodzimy na spacerki niezaleznie od pogody. Jeszcze zadnemu pieskowi, czy jego panci nie zaszkodzily marsze w czasie deszczu :) Wybieramy wtedy inne trasy, wzdluz lasu, nie w samym lesie, gdzie mokro i blotnisto.

piesek2a

Dino przyczynil sie do zdrowego, sportowego wysilku na codzien, do ktorego nie musze sie zmuszac. Czynie to z najwieksza przyjemnoscia i moze dlatego czuje sie coraz lepiej, coraz wiecej we mnie sily, energii i dynamizmu. Coraz wiecej luzu i usmiechu.  DZIEKUJE Dinusiu :)